Do czego się przydaje moralizatorska propaganda? Przez całe dzieciństwo dziadkowie mi mówili, że jeśli nie będę się uczył i nie pójdę do liceum, a potem na studia, to będę rowy kopał i inną (w domyśle: haniebną) fizyczną robotę wykonywał, i to za marny pieniądz. Na dodatek będę harował pod kierownictwem tych moich kolegów, co to szkoły wszelkie pokończą, świadectwa z czerwonym paskiem otrzymają i będą tylko siedzieć za wygodnym biurkiem, by mną i innymi tumanami pomiatać.
A dzisiaj co? Pokończyłem te wszystkie szkoły (nie ucząc się do przesady, ot, tyle by je skończyć), a ci, którzy ich nie pokończyli, za niezgorsze pieniądze różną, nie tylko fizyczną robotę wykonują. I owszem, przychodzi nieraz mi zarządzać, jak na przykład dzisiaj, gdy przyjechał pan ogrodnik, ratować krzewy, co je za małe i zbyt słabe kupiliśmy, a wynajęty sąsiad posłusznie ("skoro chcą") zasadził. Pan ogrodnik zrobił wszystko porządnie. Wykosił precyzyjnie trawę i zielsko, dołożył torfu, położył wokół krzewów agrowłókninę, przenosząc najsłabiej rozwijające się do doniczek, a w ich miejsce sadząc przywiezione przez siebie większe, rozwinięte już okazy. Na koniec zaś wysypał wokół sadzonek korę. Następnie przy okazji skosił nam sad, bo ja przez podwójną w tym miesiącu robotę - zawodową i muzyczną - nie znalazłem na to czasu, i powycinał odrosty jabłonek (te od korzeni).
 |
| A taki mamy obecnie widok z okna sypialni. |
Zerkając przez okno znad komputera na jego pracę, sporo się nauczyłem. Zamiast latać z każdym koszem trawy do kompostownika i na nowo odpalać kosiarkę, zablokował sobie sprzęgło patyczkiem, żeby silnik nie gasł, gdy się oddali, trawę wysypywał zaś na taczkę, którą co kilka minut przesuwał o parę metrów, kosił bowiem nie tak jak ja - w spiralę, a sektorami. Poszło mu dzięki temu dużo szybciej niż mnie idzie zazwyczaj.
Choć takie kompleksowe zlecenia zdarzają mu się rzadko, zarobił dziś dwa razy więcej niż ja po swoich wszystkich szkołach i studiach. Bo to nie wykształcenie wpływa najbardziej na wysokość zarobków, a stosunek popytu do podaży na dany zawód. Fizycznych z fachem i wiedzą ze świecą szukać, a humanistów z magisterką i ćwierćdoktorem, co chcą sztuką i literaturą się parać, wyroiło się od groma. Choć akurat w naszej wiosce jest tylko jeden. :)
Wracając do tematu propagandy: po południu zaczęły mi się oczy zamykać przy pracy i postanowiłem się zdrzemnąć. Nie ruszyłem jednak jak zwykle w pogodny dzień ku hamakowi rozpiętemu pomiędzy śliwą a jedną z jabłoni, bo przecież na zewnątrz pracował pan ogrodnik. Nie chodziło tylko o zwykły takt i szacunek do cudzej pracy, którą obecność mojej rozwalonej w hamaku i śpiącej smacznie osoby zbrukałaby i umniejszyła. Zdałem sobie sprawę, że uplastyczniłaby się tym samym wizja, którą straszył mnie dziadek - że oto jeden sobie spokojnie wypoczywa w przerwie od satysfakcjonującej, intelektualnej pracy, podczas gdy obok drugi wyciska z siebie siódme poty, bo nie poszedł na studia. To nic, że ja bym był tym "lepszym", wykształconym i zarządzającym. Nie uważam się za lepszego czy gorszego i ludzi według pracy i wykształcenia nie wartościuję. W ogóle nie chciałbym w tym dziadkowym "filmie" występować, po żadnej ze stron. Co za straszny świat wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. W moim mikrokosmosie stawiam na współpracę - robię to, co chcę i potrafię, nie dla pieniędzy, ale za pieniądze. A to, czego nie potrafię i nie chcę robić - za te pieniądze opłacam.
Zasnąłem więc w fotelu. Śniły mi się kasyna i burdele postapokaliptycznego Los Angeles. Ano, kiedyś to wszystko i tak w końcu trafi szlag.