Żonka chodzi się kąpać do sąsiadki, a ja zawsze wolałem robić to w domu, bez noszenia ręczników, klapek, uważania na to, by nie pochlapać komuś łazienki, bez zostawiania mydelniczki lub szamponu - a zawsze zostawiam - i całego tego bałaganu. Na szczęście wrzesień mamy ciepły, a dziedziniec (mam na myśli wydeptaną, błotnistą przestrzeń pod zadaszeniem przy domu) odizolowany od wzroku przypadkowych świadków. Wiadro wody, mydlenie i drugie wiadro wody załatwiają sprawę. Przypomina to trochę podwójny Ice Bucket Challenge i tak samo, choć w znacznie mniejszej skali i bardziej wprost, korzystnie wpływa na oszczędzanie zasobów wodnych na świecie.
W międzyczasie postanowiłem regularnie jeździć na rowerze, póki pogoda sprawia, że to sama przyjemność. Gdy już człowiek ruszy tyłek i zacznie pedałować, bo wybrać mi się ciężko. Ale poza zdrowiem i krzepą tyle wokół okazji do zrobienia ciekawego zdjęcia, że jakoś udaje mi się zmobilizować. Ale nie dzisiaj. Może jutro...?
Tymczasem przez trzy dni zamiast roweru miałem okazję poćwiczyć z kosą, bo ktoś musiał w końcu skosić naszą łąkę kwietną. Rolnikowi z traktorem zajęłoby to godzinę, mnie zeszło łącznie osiem i jeszcze musiałem wynająć młodego sąsiada, żeby mi pomógł, gdy kręgosłup nie dawał rady. Ale cóż - nikt nie znalazł czasu, żeby zajechać maszyną na nasze włości. Cóż - łaski bez - poradziliśmy sobie sami. Gdyby ktoś z cichych, lokalnych czytelników, potrzebował skoszonej trawy, jest zagrabiona i można brać, zapraszamy!
Sam też przestałem się angażować. Mamy tu kilkoro dobrych znajomych, z którymi się spotykamy i coś tam od czasu do czasu uskuteczniamy, ale żebyśmy czuli wspólnotę z całą wioską, musi być jakaś wymiana. A widocznie mam do dania co innego, niż społeczność tutejsza potrzebuje, ja zaś potrzebuję czegoś innego niż mogę otrzymać. Na szczęście ani okolica, ani towarzystwo, ani różnego rodzaju akcje nie kończą się na naszej wiosce. Warmia to bardzo kolorowe miejsce, jest tu co robić i gdzie bywać.
Ot, chociażby akcja z darmowym kajakowaniem po jeziorze Blanki, po której można było zwiedzić stary młyn, a na koniec wziąć udział w konkursie rzutu gumofilcem. We wsi Potryty, gdzie to wszystko się działo, spotkaliśmy kilkoro znajomych. Znów poczułem, że tych parę zagubionych wśród wzgórz i lasów wsi to nie tyle jak jedno miasto, ale jak jedno osiedle. Gdzie się nie zjawisz, tam znajome, życzliwe twarze. Mam nadzieję, że do przyszłego roku tak się wytrenuję rowerowo, że będę mógł objechać w ciągu jednego weekendu wszystkie sadyby, które czasem odwiedzamy. Jutro muszę koniecznie znów wytoczyć rower zza kupy węgla w chlewiku. Albo pojutrze.
środa, 17 września 2014
środa, 10 września 2014
O wszystkim po trochu
Dzięki jak zwykle kolorowym odwiedzinom u wonnowzgórzan do bąbelkujących sobie wesoło Stefana i Konstantego dołączył kolejny słoik, a w nim - zakwas Natalia. W porównaniu z nim tamte dwa to niemowlaczki, albowiem zakwas Natalia ma już ponoć około pięciu lat. Pachnie też dostojniej. Niedługo pierwszy chleb, ale nie wiem jeszcze, czy jutro uda mi się rozłożyć warsztat, bo wraca do nas Majster Franciszek na kolejny, ostatni już wewnątrz chałupy remont. Rozpirzamy łazienkę.
Będą piękne, ceglaste płytki podłogowe, co wyglądają jak stara podłoga w zamku, glazura przypominająca piecowe, białe kafle, ceglana ściana (mam nadzieję, że uda się ją zachować po zrzuceniu tynku) również pociągnięta białą farbą, wielkie lustro na całą ścianę przeciwległą, wanno-prysznic i puszący się już dumnie w moim pokoju stylowy sedes z górnopłukiem. Ceramiczna, włoska spłuczka, wznosić się będzie dostojnie ponad głową, racząc pociągającego za piękny łańcuszek z białą gałką użytkownika silną, zdrową kaskadą. Następnie zaś napełniając się niespiesznie jak fajka starszego pana patrzącego przez okno na alpejskie szczyty, będzie szumieć zmysłowo i tajemniczo.
Ale najpierw nastąpi taka rozpierducha, że strach będzie trzymać jedzenie na wierzchu w sąsiedniej kuchni. Bo rozkuć i rozwalić trzeba wszystko. Żonka nie chce nawet suszyć grzybów, które ostatnio z zapałem zbiera z sąsiadką. Dziś dołączyłem do leśnej wyprawy. Dwa-trzy kilometry od nas mamy tak piękny las, jakiego dawno już nie widziałem. Nie zbierałem grzybów, ale wziąłem aparat. Zamieszczam tylko kilka zdjęć, żeby starczyło na kolejne wpisy.
czwartek, 4 września 2014
Kto mi przeprogramuje potomka?
| Bułeczki też były dobre, ale - ze względu na formę - niepraktyczne. Cóż, musiałem je zjeść od razu... |
Jak już wspomniałem, wczoraj upiekłem dwa kolejne bochenki według tego samego przepisu, ale w podwójnej porcji składników znalazł się zakwas Konstanty, do którego dodałem trochę Stefana (Konstantego zostawiłem nieco w słoiku, żeby sobie dalej rósł). Tym razem posoliłem bardzo oszczędnie i żonka narzeka, że za mało. Ja nie narzekam - smakują cudownie i krystalicznie czysto, jak źródlana woda w postaci stałej. To mój pierwszy wypiek tak udany, że sam jestem z niego zadowolony.
wtorek, 2 września 2014
Zwiastun nowego
W domu pojawił się zwiastun Nowego. Nowe wtargnie do domu z wielkim hałasem, zmieni czasowo nasze życie w koczowanie, a następnie sprawi, że w naszym domu pod względem przestrzennym zapanuje niebywała dotychczas harmonia.
Zwiastun Nowego przybył cichaczem, po krótkiej i zdawkowej zapowiedzi telefonicznej. Nawet nie zauważyłem go przez okno, gdy znalazł się na terenie majątku wraz z kurierem. Stoi sobie teraz dyskretnie w kącie mojego gabinetu i ma przepiękny łańcuszek...
Zwiastun Nowego przybył cichaczem, po krótkiej i zdawkowej zapowiedzi telefonicznej. Nawet nie zauważyłem go przez okno, gdy znalazł się na terenie majątku wraz z kurierem. Stoi sobie teraz dyskretnie w kącie mojego gabinetu i ma przepiękny łańcuszek...
niedziela, 31 sierpnia 2014
Chlebowe eksperymenta i rozkminy przedszkolne
Przygotowania do zimy idą pełną parą. Przerzuciliśmy z sąsiadem 4 tony węgla do chlewika. Nie wiem, jak wyciągnę teraz kosiarkę zza tej sterty, ale ważne, że przyszłe ciepełko już bezpiecznie leżakuje pod dachem. Nie wiem, czy nie zacznę palić wcześniej niż trzeba - w końcu zakwas musi rosnąć, a nawet przy tylnej ścianie lodówki, gdzie obecnie stoją słoiki są tylko 22 stopnie.
Dzisiaj wstawiłem ciasto na żytnio-przenno-orkiszowaty chleb na pierwszym zakwasie (jest to zakwas Stefan, gdyż wstawiłem go 16 sierpnia; drugi zakwas - czysto żytni to Konstanty, z 26 sierpnia). To, czego mi brakuje to formy - muszę się zaopatrzyć w kilka. Po przełożeniu ciasta do jednej z tych, które mam do dyspozycji, zostało mi trochę, wykorzystałem więc w ramach eksperymentu silikonową formę na sześć babeczek. Może będą z tego jakieś smaczne bułeczki?
Jutro rozpoczęcie roku w szkole z punktem przedszkolnym, gdzie wozimy maluszka. Nareszcie będzie w domu spokój przynajmniej do 13, a wkrótce - mam nadzieję - do 15. W miasteczku powstało nowe przedszkole, gdzie we wciąż dobrej cenie (wliczony angielski i inne bajery) można umieścić dziecko nawet do 17:30 (choć nie chcemy, by tyle czasu był bez nas) i jest to jakaś alternatywa, ale szkoda nam pozbawiać chłopczyka kolegów, rozstawać się ze znanym i przyjaznym miejscem, a ja w dodatku nie chcę wozić go do miasta, skoro droga przez wsie, gdzie czasem nie spotykam żadnego auta, jest tak malownicza. Zdjęcie z tej drogi trafiło nawet na płytę mojego zespołu, którą (a co tam, prodakt plejsmęt!) kto chce, ten może kupić, wystarczy kliknąć dzisiejsze zdjęcie.
Dzisiaj wstawiłem ciasto na żytnio-przenno-orkiszowaty chleb na pierwszym zakwasie (jest to zakwas Stefan, gdyż wstawiłem go 16 sierpnia; drugi zakwas - czysto żytni to Konstanty, z 26 sierpnia). To, czego mi brakuje to formy - muszę się zaopatrzyć w kilka. Po przełożeniu ciasta do jednej z tych, które mam do dyspozycji, zostało mi trochę, wykorzystałem więc w ramach eksperymentu silikonową formę na sześć babeczek. Może będą z tego jakieś smaczne bułeczki?
![]() |
| Płyta z akustycznie, folkowo zagranymi moimi piosenkami z Drogą do Przedszkola na okładce - można kupić. :) |
czwartek, 28 sierpnia 2014
Pierwszy chleb
| Ciasto |
Do przygotowania zakwasu wykorzystałem zalecenia z tej strony, użyłem tylko mąki orkiszowej, bo taką akurat miałem. Codziennie o stałej porze usuwałem połowę zakwasu, który rósł podręcznikowo, i dodawałem po 50 gram wody i mąki. Chleb upiekłem jednak według wskazówek z innej witryny, a w decyzji pomógł mi niezmiernie tytuł przepisu. Decydujący jednak okazał się fakt, że miałem niewiele zakwasu, zatem stojący przez 12 godzin zaczyn uznałem za wskazany.
| Po wypieku i już prawie po konsumpcji :) |
Nic to, kolejna przygoda wkrótce, bo w międzyczasie zakupiłem 10 kilo mąki razowej żytniej typu 2000 i koło tylnej ściany lodówki, gdzie ciepło, bąbelkują sobie wesoło już dwa słoiki - jeden orkiszowy i coraz bardziej żytni, drugi zaś żytni w stu procentach.
wtorek, 26 sierpnia 2014
Po wielkiej bibie
I oto koniec wakacji. Ostatni ich etap miał miejsce u nas w domu, gdzie od piątku do poniedziałku przebywało tylu znajomych i przyjaciół, że nawet ich nie zliczyłem. W szczytowym momencie ponad 30 osób. W sadzie stały cztery namioty, a sąsiad, który zapytał mnie, przechodząc obok majątku, co się tu u mnie dzieje, usłyszał, że stworzyłem agroturystykę i przyjechali pierwsi goście. A i tak nie wszyscy przyjechali - niektórzy nie mogli, inni nawet nie odpisali na zaproszenie, co było jedynym naprawdę przykrym aspektem całego zamieszania. Nie powiem, że nie zmęczyły nas te dni, ale było to dobre zmęczenie - dom ożył. Zupełnie inaczej mieszka się tam, gdzie przyjeżdżają dobrzy ludzie. Zresztą... dom bez gości to jak rodzina bez dzieci. Niektórzy tak wolą, ale mnie byłoby smutno, gdyby tych 100 przytulnych metrów służyło zawsze tylko nam. No i jest co wspominać, na przykład nocny spacer przez wieś ze śpiewem na ustach... (Należałoby może rzec: z darciem ryjów, ale jak tu tak mówić, skoro było pięknie?).
Teraz, po miesiącu wypraw, bycia gościem i przyjmowania gości ("To nie goście, to przyjaciele", jak powiedział jeden), oddaję się wreszcie życiu półpustelnika. Mam mnóstwo pracy i nie wiem, gdzie wcisnąć pisanie, obróbkę zdjęć i filmów z imprezy, przygotowanie nagrań do publikacji, załatwianie koncertów, oglądanie serialu (wkrótce jeszcze nowe sezony Nashville i The Walking Dead...) i granie w Banished - symulator średniowiecznej wioski, który właśnie zakupiłem. Na razie to ostatnie wcisnąłem pomiędzy północ a 3 rano, więc dzisiejszy dzień jadę na kawie.
Myślę o ludkach, którzy u nas przebywali przez ostatnie dni, czuję ich obecność i upajam się przedwrześniową, ale już jesiennawą lekko ciszą. Wrzesień przyszedł w tym roku wcześnie, wraz z odlotem bocianów. Piękny czas na rowerowe wyprawy. Ale gdzie ja je wcisnę?
Teraz, po miesiącu wypraw, bycia gościem i przyjmowania gości ("To nie goście, to przyjaciele", jak powiedział jeden), oddaję się wreszcie życiu półpustelnika. Mam mnóstwo pracy i nie wiem, gdzie wcisnąć pisanie, obróbkę zdjęć i filmów z imprezy, przygotowanie nagrań do publikacji, załatwianie koncertów, oglądanie serialu (wkrótce jeszcze nowe sezony Nashville i The Walking Dead...) i granie w Banished - symulator średniowiecznej wioski, który właśnie zakupiłem. Na razie to ostatnie wcisnąłem pomiędzy północ a 3 rano, więc dzisiejszy dzień jadę na kawie.
Myślę o ludkach, którzy u nas przebywali przez ostatnie dni, czuję ich obecność i upajam się przedwrześniową, ale już jesiennawą lekko ciszą. Wrzesień przyszedł w tym roku wcześnie, wraz z odlotem bocianów. Piękny czas na rowerowe wyprawy. Ale gdzie ja je wcisnę?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

