piątek, 17 stycznia 2014
produkty uboczne
Poza "pomocą" w malowaniu regału synek ma jeszcze jedną korzyść z całego przedsięwzięcia. Zamiast wyrzucać pozostałe po wycinaniu i piłowaniu odpadki, przeszlifowałem je i dziecko ma teraz designerskie klocki, z których może robić designerskie wieżowce. Sam miałem całe tony drewnianych klocków, gdy byłem mały, nie wiedząc nawet, skąd się brały. A to mój tato myślał o mnie, układając parkiety i konstruując meble do mieszkania. Takich jednak krzywulców pewnie by mi nie dał. A tu proszę - w ciągu godziny powstała "Flancja" (na zdjęciu) i "odzutowiec".
czwartek, 16 stycznia 2014
akcja "regał" zakończona
| Zrobiłem sobie czarnucha, to teraz mam labę! |
Nie wali się. Ino przy oświetleniu kabel nieco się podtopił od żarówki. Jutro go zabezpieczę. Książki oczywiście już stoją. Dwa lata czekałem na tę chwilę i myśl o niej dawała mi najwięcej motywacji: poustawiać książki i płyty na długich półkach, gdzie pomieszczą się bez problemu, a jeszcze miejsca zostanie. Jest pięknie, choć regał nie wyszedł idealnie prosto. Poniewczasie wpadłem na to, że krzywe mogą być nie tylko ściany, ale i podłoga. I na to, że dysponując półtorametrową poziomicą, mogę półki wypoziomować bezwzględnie. Nic to, po malowaniu i ustawieniu książek nie widać krzywizn, jeśli się ich specjalnie nie wypatruje.
W malowaniu pomógł mi synek - uparł się, że musi "chocias jedną półeckę" pomalować, więc mu pozwoliłem. Zachlapane bejcą ściany wyszlifowałem lekko papierem ściernym.
Oto me opus magnum:
Tego nie znajdziecie w Ikei!
poniedziałek, 13 stycznia 2014
otwornice-potwornice
Kończę z kupowaniem tanich narzędzi i akcesoriów. Za każdym razem, gdy majstruję, muszę kupować coś, co już mam. Największy problem jest z otwornicami. Trzeci komplet ląduje w koszu. Ale najpierw zrobiłem mu zdjęcie po tym, jak próbowałem wywiercić otwory w miękkich sosnowych deskach. Dobrze, że uszedłem cało. Gorzej z jedną z półek - gdy wiertło z impetem wyskoczyło z niedokończonego otworu, dziabnęło kilka razy powierzchnię deski i chciało jeszcze dziabnąć mnie. Dobrze, że to nie blat stołu - książki zasłonią ubytki. Tak czy inaczej unikajcie tych narzędzi mordu jak ognia, choć kosztują tylko 10,60 zł. Publicznie oto napiętnowuję produkt ów:
Jutro jadę po czwarty komplet. Właściwie nie komplet - potrzebna mi tylko jedna. Kupię jakiegoś diamentowo-tytanowego bosha za 30 zł i starczy mi na całe życie.
Dziwne: im więcej czasu mija, tym regał bardziej krzywy. Ale nie jest najgorzej, robota idzie do przodu. Będzie miał nawet wmontowane oświetlenie.
sobota, 11 stycznia 2014
offroad
Jeśli ten regał skończę i nie rozleci się zaraz, będzie on moim opus magnum w dziedzinie majsterkowania. Nigdy nie zrobiłem własnoręcznie niczego większego (montażu i instalacji mebli z Ikei nie wliczam) i bardziej skomplikowanego. Żeby tylko wyszło równo... Myślę, że we wtorek zostanie już tylko malowanie.
A dzisiaj razem z sąsiadami i ich rodzinką pojechaliśmy na offroad przez las do żwirowni. Na czele mitsubishi pajero, a za nim dwie łady nivy. Jak gang motocyklowy. Prawie. I powiem Wam, że choć ogólnie pajero lepiej sobie radzi, koniec końców niva rządzi. Szkoda tylko, że założyłem miesiąc temu śniegowe opony. Znacznie mniej bym się ślizgał w błotnych, tych, na których rok temu o mało nie zabiłem się, gdy prawie zleciałem z oblodzonej drogi do rzeki. Jako że jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów, zamieszczam zdjęcia.
| A jednak dziewczyny lecą na duże auta... |
| I weź to teraz domyj... |
czwartek, 9 stycznia 2014
wiosna, wiosna
Wiertła się tępią tak, że żonkę aż cofnęło od dymu, gdy weszła do pokoju, gdzie majstruję regał. Nie opłaca się jednak kupować w Tesco kompletu za 30 zł. Na użytek domowy nie opłaca się pewnie również brać jednego wiertła za tę samą cenę, ale warto obrać drogę środka. Z tym że nie chce mi się już jechać do miasta piąty raz w ciągu ostatnich dni. Przydałby się sklep z narzędziami na kółkach, który przyjeżdżałby do naszej wioski, gdzie jeszcze niedawno był spożywczak, szkoła, a wcześniej stacja kolejowa.
Ale pogoda piękna, zima bezśnieżna, za to zielona. Słoneczko grzeje. Nawet drzewa pączkują, co już takie dobre nie jest, bo jeśli jeszcze tej zimy przymrozi, ucierpią zbiory. Mnie to zbytnio nie dotyczy - choć razem z chałupą dostał nam się sad jabłkowy, owoców trzeba nam tylko tyle, ile sami zjemy i ile zawieźć można do rodziny i przyjaciół. Wolałbym jednak, żeby już nie przymrażało, skoro roślinność czuje wiosnę. Nie tylko ze względu na sadowników i ceny owoców, ale i z powodu pszczół. Wątła rodzinka w moim jedynym ulu ma szansę przetrzymać łagodną zimę. Ciekawe, czy pszczoły jeszcze tam siedzą. Nie zaglądam, bo po podkarmianiu ule zamyka się i modląc się lub trzymając kciuki, w zależności od tego, kto w co wierzy, czeka się do wiosny. Do wiosny? Przecież już jest wiosna...
Ale pogoda piękna, zima bezśnieżna, za to zielona. Słoneczko grzeje. Nawet drzewa pączkują, co już takie dobre nie jest, bo jeśli jeszcze tej zimy przymrozi, ucierpią zbiory. Mnie to zbytnio nie dotyczy - choć razem z chałupą dostał nam się sad jabłkowy, owoców trzeba nam tylko tyle, ile sami zjemy i ile zawieźć można do rodziny i przyjaciół. Wolałbym jednak, żeby już nie przymrażało, skoro roślinność czuje wiosnę. Nie tylko ze względu na sadowników i ceny owoców, ale i z powodu pszczół. Wątła rodzinka w moim jedynym ulu ma szansę przetrzymać łagodną zimę. Ciekawe, czy pszczoły jeszcze tam siedzą. Nie zaglądam, bo po podkarmianiu ule zamyka się i modląc się lub trzymając kciuki, w zależności od tego, kto w co wierzy, czeka się do wiosny. Do wiosny? Przecież już jest wiosna...
piątek, 3 stycznia 2014
koniec ferii
Zamówiłem w ciemno przez internet bezpośrednio z tartaku koło Ełku. Zapłaciłem (niedrogo) na gębę, a w zasadzie na ucho, bo kontakt z tartakiem miałem wyłącznie telefoniczny i e-mailowy. I co? Przyszły piękne, wyheblowane na glanc deski prosto z suszarni - można malować, mocować i regał gotowy. Polecam Tartak Ligorę! Warto czasem zaufać. U miejscowego stolarza, w jedynym miejscu w okolicy, gdzie takie deski mógłbym dostać, zapłaciłbym dwa razy więcej.
Ale regału sporządzać nie zacząłem jednak. Rozleniwienie trwa. Który to już dzień przerwy świąteczno-noworocznej? Co prawda wziąłem się dziś do roboty przy komputerze, ale w pozycji półleżącej. I bardzo szybko mi poszło. Zbyt szybko. Ale już jutro jadę po brzdąca, skończyły się wakacje. Może to i dobrze. Żonka już chodzi poirytowana od nicnierobienia, a ja zaczynam się przyzwyczajać, popadając w błogość nadmierną.
Ot, dziś na przykład w środku dnia (czyli o 17) obejrzałem sobie przy zgrzewce piwa film Spring Breakers. Sądząc po wpisach i recenzjach na Filmwebie, dzieło to ma bardzo różny odbiór. Ja znalazłem w nim szyderczo-luzacki, idący daleko w parodię klimat podobny do tego, na którym oparte są gry z serii Grand Theft Auto i równie szyderczą, ale przy tym piękną poezję utkaną wyłącznie z popkultury. Film stanowił też dla mnie impresję na temat szaleństwa i odwagi - tego, co - niezależnie od piękna - najbardziej lubię w dziewczynach, na przykład w mojej żonce, która dziś sama z zimną krwią przepędziła trzy (albo cztery) wielkie i cięższe od niej wilczury. Dałbym Spring Breakers siedem gwiazdek, ale dałem osiem, bo rzadko się zdarza, by podczas filmu inspirującego do tak różnych refleksji (nie rozpisuję się zbytnio, ale cały czas rozpamiętuję różne wątki, porównuję, interpretuję i rozmyślam) zamiast zwyczajowych tragedyj, nędzy i rozpaczy na ekranie można było zobaczyć piękne dziewczyny, szybkie samochody i imprezy tak dobre, ze aż złe.
czwartek, 2 stycznia 2014
dodatkowa drewniana obudowa do kompa
Zawsze mi przeszkadzała mnogość kabli wijących się za komputerem i wokół. Dwa monitory, mikser audio, zasilacz awaryjny - jest tego naprawdę sporo. Okolice mojego biurka wyglądały, jakby ktoś wywalił z miski wielkie, czarne, splątane spaghetti. Zrobiłem więc sobie dodatkową obudowę z pozostałych po remoncie desek podłogowych oraz płyty ze starej szafki kuchennej. Deski połączyłem przy pomocy metalowych narożników i wkrętów, a za pomocą otwornic i wyrzynarki wyciąłem otwory na pochowane w peszlach kable wiodące do środka, panel USB, dodatkową klapę nad mikserem, otwór przy włączniku UPS i jeszcze dwa, w których mogę schować klawiaturę, pada i myszkę, by się nie kurzyły. Gdy zobaczyłem efekt w świetle dziennym, dorysowałem flamastrem logo Atari. Oto efekt końcowy:
A jutro przywiozą deski na regał do salonu. Będzie nieco bardziej glamour niż moja retroobudowa. Ale ile się przy nim napracuję...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
